Hello Poetry
Submit your work and get some sparkles! Create free account
"przez" poems
Osiem metrów wysokości. Pośrodku szczelina. Rzeźba dziecka z betonu obok kontury ciała i pustka po bezbronnej istocie, której już nie ma. Szorstka struktura szarości rani delikatną skórę. Głód. Choroby. Samotność. Świat zapomina o tych, co nie krzyczą głośno— o tym co najbardziej boli: o miażdżonej niewinności, i olbrzymach pilnujących orszak przestraszonych wielkich oczu w małych, wychudzonych ciałach. Pamięć nie jest wygodna. Ona fizycznie boli. Uparte rany nie goją się. Było. Jest. Wije się w sąsiednich otchłaniach Tartaru. Aksjomat przyjęty przez aklamację: „Tak ma być!” Cisza. Na scenę wychodzi syn ocalałego. Łamiącym się głosem szepcze: Tata przeszedł piekło, ale kochał nas. Przeżył, napisał pamiętniki. Dał świadectwo. Rozumiał ten wykolejony świat. BROKEN HEARTS Eight meters high. A crevice in the center. A concrete sculpture of a child and the deep void. Once there was another child, now gone without a trace… The rough grey texture hurts fragile skin. Hunger. Disease. Loneliness. The world forgets those who do not scream and what hurts the most: crushed innocence guarded by the giants watching the procession of terrified wide eyes in small, gaunt bodies. Memory is not a peaceful place, it brings physical pain. It gnaws from underneath. Stubborn, festering wounds, they refuse to heal. It was. It is. It will happen again by axiom, accepted without question. That is how it must be. Like a venomous snake slithering near the lands of Tartarus. Endless sacrifice, leaden silence. And then, the son of the survivor takes the stage. He speaks in a whisper: My Father went through hell, but he loved us. He wrote it down— a testimony of a derailed world. He knew what it meant to be human when it hurt. He survived to love and to be loved.
0
Jun 2, 2025
Jun 2, 2025 at 6:13 PM UTC
Pęknięte serca
Osiem metrów wysokości. Pośrodku szczelina. Rzeźba dziecka z betonu obok kontury ciała i pustka po bezbronnej istocie, której już nie ma. Szorstka struktura szarości rani delikatną skórę. Głód. Choroby. Samotność. Świat zapomina o tych, co nie krzyczą głośno— o tym co najbardziej boli: o miażdżonej niewinności, i olbrzymach pilnujących orszak przestraszonych wielkich oczu w małych, wychudzonych ciałach. Pamięć nie jest wygodna. Ona fizycznie boli. Uparte rany nie goją się. Było. Jest. Wije się w sąsiednich otchłaniach Tartaru. Aksjomat przyjęty przez aklamację: „Tak ma być!” Cisza. Na scenę wychodzi syn ocalałego. Łamiącym się głosem szepcze: Tata przeszedł piekło, ale kochał nas. Przeżył, napisał pamiętniki. Dał świadectwo. Rozumiał ten wykolejony świat. BROKEN HEARTS Eight meters high. A crevice in the center. A concrete sculpture of a child and the deep void. Once there was another child, now gone without a trace… The rough grey texture hurts fragile skin. Hunger. Disease. Loneliness. The world forgets those who do not scream and what hurts the most: crushed innocence guarded by the giants watching the procession of terrified wide eyes in small, gaunt bodies. Memory is not a peaceful place, it brings physical pain. It gnaws from underneath. Stubborn, festering wounds, they refuse to heal. It was. It is. It will happen again by axiom, accepted without question. That is how it must be. Like a venomous snake slithering near the lands of Tartarus. Endless sacrifice, leaden silence. And then, the son of the survivor takes the stage. He speaks in a whisper: My Father went through hell, but he loved us. He wrote it down— a testimony of a derailed world. He knew what it meant to be human when it hurt. He survived to love and to be loved.
Continue reading...
72
- Zegar popuszczony. Drewno w deski popękane. Twoje dziecię po raz enty leży w sofie, jakby nieznane. Czy widziałeś jakże gołębice są dziś rozszlajałe? Białe a wyprute, jakbyś coś z żeber z alabastru na wióry mi pasem skórzanym przerobił. Pogardą jakże ci koniak a nie me oczy ambulansem! Wargi sąsiada jak posąg dawidowy a nie me wyżebrane! A sen nas dwojga na strychu już tylko we krwi coś znaczy? Mętny widok asów, pików czy trefli bez serca twej „królowej” spił cię i na wiersz w popielniczce przerobił? - Ty co stoisz dumna, niby poharatana, nie wiem jak siebie samego odpędzić. Jakiś ból liliowy, jakiś pieniądz w twarz córce rzucony, ekstaza z barw i szkarłatu przed oczyma już tylko do anestezji się sprowadza. Bo, powiedz, czymże trzask twych żeber, o potomku zapomnienie, jak nie chwilą gorzką małego goździka co zaraz nagle w przełyku zaniknie? Po cóż pierścień zaręczynowy, czesne, ognisko Hestii, śmiech twój platynowy jeśli stoi przyszłość jak twój posag stracona? Ten salon, ten pas, ten orgazm, każda sprawa lichwy ci warta. - Bez wykładania ci na ławę „przynajmniej ja nie...”, chociaż stanę ci wyzwaniem i ostatnim tchem jaki marmur mych kości coś jeszcze się broni i spytam, nie wycofam: Ten ból, ten skowyt co mówisz, jak czyn schowany Nazarejczyka, u stóp w wodzie twych pracujący, czy znać ci dać co przekazał przez wsze narody? - Naprzód, wypatruję - Co na Ziemi związałeś, w niebie się nie odstanie,                 jak puls w żyle ci zostanę                      choćbyś martwy i go wydrapał                                 na pozór.
0
Jan 20, 2021
Jan 20, 2021 at 5:40 AM UTC
Krew spadła na śnieg przy mahoniu (Blood Fell On Snow By The Mahogany)
- Zegar popuszczony. Drewno w deski popękane. Twoje dziecię po raz enty leży w sofie, jakby nieznane. Czy widziałeś jakże gołębice są dziś rozszlajałe? Białe a wyprute, jakbyś coś z żeber z alabastru na wióry mi pasem skórzanym przerobił. Pogardą jakże ci koniak a nie me oczy ambulansem! Wargi sąsiada jak posąg dawidowy a nie me wyżebrane! A sen nas dwojga na strychu już tylko we krwi coś znaczy? Mętny widok asów, pików czy trefli bez serca twej „królowej” spił cię i na wiersz w popielniczce przerobił? - Ty co stoisz dumna, niby poharatana, nie wiem jak siebie samego odpędzić. Jakiś ból liliowy, jakiś pieniądz w twarz córce rzucony, ekstaza z barw i szkarłatu przed oczyma już tylko do anestezji się sprowadza. Bo, powiedz, czymże trzask twych żeber, o potomku zapomnienie, jak nie chwilą gorzką małego goździka co zaraz nagle w przełyku zaniknie? Po cóż pierścień zaręczynowy, czesne, ognisko Hestii, śmiech twój platynowy jeśli stoi przyszłość jak twój posag stracona? Ten salon, ten pas, ten orgazm, każda sprawa lichwy ci warta. - Bez wykładania ci na ławę „przynajmniej ja nie...”, chociaż stanę ci wyzwaniem i ostatnim tchem jaki marmur mych kości coś jeszcze się broni i spytam, nie wycofam: Ten ból, ten skowyt co mówisz, jak czyn schowany Nazarejczyka, u stóp w wodzie twych pracujący, czy znać ci dać co przekazał przez wsze narody? - Naprzód, wypatruję - Co na Ziemi związałeś, w niebie się nie odstanie,                 jak puls w żyle ci zostanę                      choćbyś martwy i go wydrapał                                 na pozór.
Continue reading...
34
NA KS. DRA HAB. NATANKA W GRZECHYNI MUSZELKI 52 OKTAWY DWIE VON STEFAN KOSIEWSKI Studia Slavica et Khazarica XXI Prolegomena do Niebopolityki PANDEMIA PSYCHOZY Zniweczona Rzeczywistość Zarys Estetyki Chazarów Fascynacja Obłędem I Czy Arcybiskup Krakowa Jędraszewski żydoską babkę Wojtyły z domu Szulc wyniesie na ołtarze Kościoła Rzymskokatolickiego za rodzicami Santo Subito Lolka przez tzw. populus Romanus ludzi siatki ojca Hejmo w ramach działań operacyjnych SB? Czy ważne święcenia kapłańskie ma Jędraszewski od kropienia wodą święconą żeliwnych klap kanalizacyjnych w mieście Łodzi? Czy uchodzi, by cudownie rozmnażane przez Dziwisza relikwie zachowały ważność do usranej śmierci, jeśli gówno przychodzi II Kubicy w sporcie z przedmiotów szamańskich nie posiadających nawet mocy placebo, bez wiary w modlitwę księży i biskupów Episkopatu Polski, którzy w porze Pandemii CORONA ograniczają liczbę członków Rodziny Góralskiej na Mszy św. za Ojczyznę? PS. Nie licząc przychodów Kubicy pochodzących z dofinansowania amatorskiej aktywności państwowymi dotacjami Morawieckiego hojną ręką słupa Obajtka w PKN ORLEN, jak poseł Kaczyński nie zalicza do Rejestru Korzyści obstawy i kierowców biseksualnych. https://sowafee.jimdofree.com/2020/03/15/na-ks-dra-hab-natanka-w-grzechyni-oktawy-dwie-m52-von-stefan-kosiewski-ssetkh-pdnxxi/
0
Mar 15, 2020
Mar 15, 2020 at 4:31 AM UTC
NA KS. DRA HAB. NATANKA W GRZECHYNI M52 OKTAWY DWIE FO VON STEFAN KOSIEWSKI SSetKh PDNXXI PANDEMIA PSYCHOZY ZR ZECh
Odczucie zaparcia tchu w piersiach jakoby przy chłodzie, szoku w oszołomionej czułości czy penetracji przez ukochanego po raz pierwszy podczas aktu cielesnego odczuwam jako to uczucie w klatce ściśniętej jakbym miał w dłoniach właśnie tak samo kruchą rybkę... ledwo dyszy, cmoka, jak niemowlę się miota... i widzę siebie jako lęk, że ona to ze szkła jest i płacze prawie z niepokoju o to co z nią zrobię że trzymam mięsień sercowy wyjęty prosto z czyjejś żywotności. I wiem, iż jeśli tylko zrobię nieostrożny ruch, to ten cały cud Życia którego w oniemieniu i własnych łzach nie mogę pojąć, że mi położono między palce... pęknie nagle jedna arteria przez ściśnięcie... I pójdzie krew. I pójdą jej wargi w dół. I pójdą płetwy wzdłuż ciała. A tygrysie paski bielu i różu będą już tylko tą gęstą czerwienią co nie zmyjesz z ramion tylko się wedrą jak zabrudzona skóra bez zrzucania naskórka. Tą czerwienią w papce jak ta podczas okresu menstruacyjnego gdy ją badasz z bliska na opuszkach. A Cardio będzie nieme. Przeze mnie. Zgwałcone takowo więc. Lub każde inne dłonie, w które powierzyłem tą rybkę. Dlatego takim łkającym lękiem jest dawanie tego w inne dłonie. A oni nie wiedzą jak karpika się trzyma tak, by chodziło o niego i tylko niego. Nie jego paski barwne, powietrze wokół czy inne tyczące się treści. O niego. Oto Słowo. Osoba. Język. My. „A Słowo ciałem się stało.”
0
Nov 9, 2020
Nov 9, 2020 at 6:57 AM UTC
Koi Drwa Spływa
Odczucie zaparcia tchu w piersiach jakoby przy chłodzie, szoku w oszołomionej czułości czy penetracji przez ukochanego po raz pierwszy podczas aktu cielesnego odczuwam jako to uczucie w klatce ściśniętej jakbym miał w dłoniach właśnie tak samo kruchą rybkę... ledwo dyszy, cmoka, jak niemowlę się miota... i widzę siebie jako lęk, że ona to ze szkła jest i płacze prawie z niepokoju o to co z nią zrobię że trzymam mięsień sercowy wyjęty prosto z czyjejś żywotności. I wiem, iż jeśli tylko zrobię nieostrożny ruch, to ten cały cud Życia którego w oniemieniu i własnych łzach nie mogę pojąć, że mi położono między palce... pęknie nagle jedna arteria przez ściśnięcie... I pójdzie krew. I pójdą jej wargi w dół. I pójdą płetwy wzdłuż ciała. A tygrysie paski bielu i różu będą już tylko tą gęstą czerwienią co nie zmyjesz z ramion tylko się wedrą jak zabrudzona skóra bez zrzucania naskórka. Tą czerwienią w papce jak ta podczas okresu menstruacyjnego gdy ją badasz z bliska na opuszkach. A Cardio będzie nieme. Przeze mnie. Zgwałcone takowo więc. Lub każde inne dłonie, w które powierzyłem tą rybkę. Dlatego takim łkającym lękiem jest dawanie tego w inne dłonie. A oni nie wiedzą jak karpika się trzyma tak, by chodziło o niego i tylko niego. Nie jego paski barwne, powietrze wokół czy inne tyczące się treści. O niego. Oto Słowo. Osoba. Język. My. „A Słowo ciałem się stało.”
Continue reading...
50
*and you now see what they made me do? i'd never thought it would come to this, that i had to crawl back to the mainland of europe to find a publisher, because the appreciation of publishing poetry in england is null, nil, zero, nothing, a mustard seed's worth of hope; this mediation of saving the amazon rainforest to save up on paper and the first yawn of the digital age, among cat videos and **** there you have it, a massive blotch on the intended utility of this **** thing - i'm not even angry any more, just ****** nervous - or as the old writer said in his appreciation of poverty and feeling guilty concerning what he deemed to be his riches (a record collection and a private library): happy trails kids.* Droga Pani Anno, przepraszam za popszedni email, mianowicie że był on bez poważnej formy i tematyki, taki po prostu skrutem. Lecz przez osiem lat nie-ustannego pisania, pisząc do osoby w pozycji umożliwienia publikacji wkroczyła we mnie trema opisywania rzeczywitości - tzn. kiedy widze śledząc pisanie innych poetow na internecie - i tą marude znaną jako rozczarowanie jeżeli chodzi o szanse publikacji, nie tylko jednego wiersza w magazynie poetickim, a o całej książce własnych wierszy to już ża dużo można powiedziec o aborcji dalszych i utrzymanych ambicji. Myśle wiec ze 100 egzemplarzy nie jest asz tak nie realistyczne, wiem że poezja snuci swą muzyke dla nie wielu czytelkników, określone najlepiej dwoma obserwaciami: w angielskich gazetach można spotkać recenzje książek na wiele tematów (autobiografie najczęsciej), lecz o poezji praktycznie nic, oraz fakt że nie dawno tylko jedna książka poezji osiągneła sprzedaż ~10,000 egzemplarzy w Angli - a mówie że 100 nie jest nie realistyczne poniewarz na jednej stronie (hellopoetry.com) mam około 40 zawziętych czytaczy - 936 wierszy i wszytkie przeczytane przez tą skromną kadre - a na facebook.com mam 178 znajomych których poznałem czy to na uniwersytecie czy też w szkole. Tak, a więc 100 egzemplarzy. Mateusz Conrad E.
0
Mar 17, 2016
Mar 17, 2016 at 12:51 PM UTC
first letter to the publisher / 100 copies
*and you now see what they made me do? i'd never thought it would come to this, that i had to crawl back to the mainland of europe to find a publisher, because the appreciation of publishing poetry in england is null, nil, zero, nothing, a mustard seed's worth of hope; this mediation of saving the amazon rainforest to save up on paper and the first yawn of the digital age, among cat videos and **** there you have it, a massive blotch on the intended utility of this **** thing - i'm not even angry any more, just ****** nervous - or as the old writer said in his appreciation of poverty and feeling guilty concerning what he deemed to be his riches (a record collection and a private library): happy trails kids.* Droga Pani Anno, przepraszam za popszedni email, mianowicie że był on bez poważnej formy i tematyki, taki po prostu skrutem. Lecz przez osiem lat nie-ustannego pisania, pisząc do osoby w pozycji umożliwienia publikacji wkroczyła we mnie trema opisywania rzeczywitości - tzn. kiedy widze śledząc pisanie innych poetow na internecie - i tą marude znaną jako rozczarowanie jeżeli chodzi o szanse publikacji, nie tylko jednego wiersza w magazynie poetickim, a o całej książce własnych wierszy to już ża dużo można powiedziec o aborcji dalszych i utrzymanych ambicji. Myśle wiec ze 100 egzemplarzy nie jest asz tak nie realistyczne, wiem że poezja snuci swą muzyke dla nie wielu czytelkników, określone najlepiej dwoma obserwaciami: w angielskich gazetach można spotkać recenzje książek na wiele tematów (autobiografie najczęsciej), lecz o poezji praktycznie nic, oraz fakt że nie dawno tylko jedna książka poezji osiągneła sprzedaż ~10,000 egzemplarzy w Angli - a mówie że 100 nie jest nie realistyczne poniewarz na jednej stronie (hellopoetry.com) mam około 40 zawziętych czytaczy - 936 wierszy i wszytkie przeczytane przez tą skromną kadre - a na facebook.com mam 178 znajomych których poznałem czy to na uniwersytecie czy też w szkole. Tak, a więc 100 egzemplarzy. Mateusz Conrad E.
Continue reading...
4
i o nim iskrą w rrdze,           w gre na tło innych   narodziń -                i nim o iskre: krzemień o krzemień -     i kość o kość - nauka kaligrafii...       jak i ten co o męke                łuku ziemi w dary oddać pierw chciał nic, a potem proch -                 o potem kichnąć w sto braci leczy naród prośbą! też jak ja, obudzić ozór! **** powiadomił... niechaj ten ozór - horongiew nasza -             akcentów ilości sie zajada,          bo tyle umie -   i tyle wyzna - jak i słowem sie zachwyci: po rosaj i po germańsku - na weekend - i tym tam, na czeł  Mongoła: zapomnień, i zapomniawszy: zwany Lach, hujem przez sukiennice i kreski sławnych tabu ilokroci -                 i ta bida... stokroci. siała baba mak... ni widziała jak...            chlop... chlop... chlop...                        siała baba mak, ni widiała jak... bo tu kurvasiet chłop!           chłop! kak duszy Khrushchev? ni pomogje!          naz gu!                         niet harasho! niet! haraшo? Las Vegas etя: Lon-don, Pa-ri-ri Piri Piri Mex hey ** i co. - etc. ******* ****** Bahamas **** cult яя.
0
Sep 21, 2016
Sep 21, 2016 at 12:04 AM UTC
na szlachte, pan powiódł szatana!
ja, tu sięgne ręka w ziemie, i nadam jej, nowe imie - nad tym!     co jest zwane anglja!    ja tu zerkne swym ozorem w wietrze, i powiem: tak ma być, a nie                   inaczej! bo o pozorach narodu    swoistego: jak sam nie masz pozoru do żądu...    i tzn. do swego is swego                          samego... kto cie ma, na sumieniu, i tym bardziej          da szanse by dać               wykład o godu (honorze)? prosze cie... pogrzeb swe "morale"...   ta niby zwana "etyka" zachodu?                nie tu...           nie teraz; i biorądz pod uwage to "teraz"?        już raz to było sławne...    w komnatach gétam, gétam,          sprecham tam... ale nie tam gdzie sprechać tam sie sprechać sie tam mam... no... "tam", i.e. japanese in japan, rather than english.      ale po tym "ostatnim" razie... nigdy! spycham!                w grób  historii i zapomnienia! bo, nie, będe, kurwa, mać, pouczany,    przez,           jakiegoś,    angielskiego,                                    fagasa! o.... pats... darwin nie mógł schować małpé... a... kto mi powie co fagas znacy?                                   zna, ktoś?
0
May 26, 2017
May 26, 2017 at 8:45 PM UTC
a peasant's fancy
gówno przez ciebie mówi. a polish idiom, (ó? goo goovno'h je sui... przé... ch'eh bede ban bede moo movie) it means:   shit's talking through you - true, but then again, you tend to write more, anticipating a **** plop into a basin of sewer water...     thankfully, being a man, i can imagine giving birth, esp. if it's large, dry, and in need of clenching buttock encouragement; always, always worse than an itch.
0
Sep 11, 2017
Sep 11, 2017 at 7:06 AM UTC
gówno przez ciebie mówi