"przez" poems
Osiem metrów wysokości.
Pośrodku szczelina.
Rzeźba dziecka z betonu
obok kontury ciała i pustka
po bezbronnej istocie,
której już nie ma.
Szorstka struktura szarości
rani delikatną skórę.
Głód. Choroby. Samotność.
Świat zapomina o tych,
co nie krzyczą głośno—
o tym co najbardziej boli:
o miażdżonej niewinności,
i olbrzymach pilnujących
orszak przestraszonych wielkich oczu
w małych, wychudzonych ciałach.
Pamięć nie jest wygodna.
Ona fizycznie boli.
Uparte rany nie goją się.
Było.
Jest.
Wije się w sąsiednich otchłaniach Tartaru.
Aksjomat przyjęty przez aklamację:
„Tak ma być!”
Cisza.
Na scenę wychodzi syn ocalałego.
Łamiącym się głosem szepcze:
Tata przeszedł piekło, ale kochał nas.
Przeżył, napisał pamiętniki.
Dał świadectwo.
Rozumiał ten wykolejony świat.
BROKEN HEARTS
Eight meters high.
A crevice in the center.
A concrete sculpture of a child
and the deep void.
Once there was another child,
now gone without a trace…
The rough grey texture
hurts fragile skin.
Hunger. Disease. Loneliness.
The world forgets
those who do not scream
and what hurts the most:
crushed innocence
guarded by the giants
watching the procession
of terrified wide eyes
in small, gaunt bodies.
Memory is not a peaceful place,
it brings physical pain.
It gnaws from underneath.
Stubborn,
festering wounds,
they refuse to heal.
It was.
It is.
It will happen again
by axiom,
accepted without question.
That is how it must be.
Like a venomous snake
slithering near the lands of Tartarus.
Endless sacrifice, leaden silence.
And then, the son of the survivor takes the stage.
He speaks in a whisper:
My Father went through hell, but he loved us.
He wrote it down—
a testimony of a derailed world.
He knew what it meant to be human
when it hurt.
He survived to love and to be loved.
Jun 2, 2025
Jun 2, 2025 at 6:13 PM UTC
- Zegar popuszczony. Drewno w deski popękane.
Twoje dziecię po raz enty leży w sofie, jakby nieznane.
Czy widziałeś jakże gołębice są dziś rozszlajałe?
Białe a wyprute, jakbyś coś z żeber z alabastru na wióry mi
pasem skórzanym przerobił.
Pogardą jakże ci koniak a nie me oczy ambulansem!
Wargi sąsiada jak posąg dawidowy a nie me wyżebrane!
A sen nas dwojga na strychu już tylko we krwi coś znaczy?
Mętny widok asów, pików czy trefli bez serca twej „królowej” spił cię
i na wiersz w popielniczce przerobił?
- Ty co stoisz dumna, niby poharatana,
nie wiem jak siebie samego odpędzić.
Jakiś ból liliowy, jakiś pieniądz w twarz córce rzucony,
ekstaza z barw i szkarłatu przed oczyma już tylko
do anestezji się sprowadza.
Bo, powiedz, czymże trzask twych żeber, o potomku zapomnienie,
jak nie chwilą gorzką małego goździka
co zaraz nagle w przełyku zaniknie?
Po cóż pierścień zaręczynowy, czesne, ognisko Hestii,
śmiech twój platynowy
jeśli stoi przyszłość jak twój posag stracona?
Ten salon, ten pas, ten orgazm, każda sprawa lichwy ci warta.
- Bez wykładania ci na ławę „przynajmniej ja nie...”,
chociaż stanę ci wyzwaniem i ostatnim tchem
jaki marmur mych kości coś jeszcze się broni
i spytam, nie wycofam:
Ten ból, ten skowyt co mówisz, jak czyn schowany Nazarejczyka,
u stóp w wodzie twych pracujący,
czy znać ci dać co przekazał przez wsze narody?
- Naprzód, wypatruję
- Co na Ziemi związałeś, w niebie się nie odstanie,
jak puls w żyle ci zostanę
choćbyś martwy i go wydrapał
na pozór.
Jan 20, 2021
Jan 20, 2021 at 5:40 AM UTC
NA KS. DRA HAB. NATANKA W GRZECHYNI MUSZELKI 52 OKTAWY DWIE VON STEFAN KOSIEWSKI Studia Slavica et Khazarica XXI Prolegomena do Niebopolityki PANDEMIA PSYCHOZY Zniweczona Rzeczywistość Zarys Estetyki Chazarów Fascynacja Obłędem
I
Czy Arcybiskup Krakowa Jędraszewski żydoską babkę Wojtyły
z domu Szulc wyniesie na ołtarze Kościoła Rzymskokatolickiego
za rodzicami Santo Subito Lolka przez tzw. populus Romanus
ludzi siatki ojca Hejmo w ramach działań operacyjnych SB?
Czy ważne święcenia kapłańskie ma Jędraszewski od kropienia
wodą święconą żeliwnych klap kanalizacyjnych w mieście Łodzi?
Czy uchodzi, by cudownie rozmnażane przez Dziwisza relikwie
zachowały ważność do usranej śmierci, jeśli gówno przychodzi
II
Kubicy w sporcie z przedmiotów szamańskich nie posiadających
nawet mocy placebo, bez wiary w modlitwę księży i biskupów
Episkopatu Polski, którzy w porze Pandemii CORONA ograniczają
liczbę członków Rodziny Góralskiej na Mszy św. za Ojczyznę?
PS. Nie licząc przychodów Kubicy pochodzących z dofinansowania
amatorskiej aktywności państwowymi dotacjami Morawieckiego
hojną ręką słupa Obajtka w PKN ORLEN, jak poseł Kaczyński nie
zalicza do Rejestru Korzyści obstawy i kierowców biseksualnych.
https://sowafee.jimdofree.com/2020/03/15/na-ks-dra-hab-natanka-w-grzechyni-oktawy-dwie-m52-von-stefan-kosiewski-ssetkh-pdnxxi/
Mar 15, 2020
Mar 15, 2020 at 4:31 AM UTC
Odczucie zaparcia tchu w piersiach
jakoby przy chłodzie,
szoku w oszołomionej
czułości czy penetracji
przez ukochanego po raz pierwszy
podczas aktu cielesnego
odczuwam jako to uczucie
w klatce
ściśniętej
jakbym miał w dłoniach
właśnie
tak samo kruchą rybkę...
ledwo dyszy, cmoka,
jak niemowlę się miota...
i widzę siebie jako lęk,
że ona to ze szkła jest
i płacze prawie z niepokoju
o to
co
z nią
zrobię
że trzymam mięsień sercowy wyjęty
prosto z czyjejś żywotności.
I wiem, iż jeśli tylko zrobię
nieostrożny ruch, to ten cały
cud Życia którego
w oniemieniu i własnych łzach
nie mogę pojąć,
że mi położono między palce...
pęknie nagle jedna arteria przez ściśnięcie...
I pójdzie krew.
I pójdą jej wargi w dół.
I pójdą płetwy wzdłuż ciała.
A tygrysie paski bielu i różu będą już tylko tą gęstą czerwienią co nie zmyjesz z ramion tylko się wedrą jak zabrudzona skóra bez zrzucania naskórka.
Tą czerwienią w papce jak ta podczas okresu menstruacyjnego gdy ją badasz z bliska na opuszkach.
A Cardio będzie nieme.
Przeze mnie.
Zgwałcone takowo więc.
Lub każde inne dłonie, w które powierzyłem tą rybkę.
Dlatego takim łkającym lękiem jest dawanie tego w inne dłonie.
A oni nie wiedzą jak karpika się trzyma tak, by chodziło o niego i tylko niego.
Nie jego paski barwne,
powietrze wokół
czy inne tyczące się treści.
O niego.
Oto Słowo.
Osoba.
Język.
My.
„A Słowo ciałem się stało.”
Nov 9, 2020
Nov 9, 2020 at 6:57 AM UTC
*and you now see what they made me do? i'd never thought it would come to this, that i had to crawl back to the mainland of europe to find a publisher, because the appreciation of publishing poetry in england is null, nil, zero, nothing, a mustard seed's worth of hope; this mediation of saving the amazon rainforest to save up on paper and the first yawn of the digital age, among cat videos and **** there you have it, a massive blotch on the intended utility of this **** thing - i'm not even angry any more, just ****** nervous - or as the old writer said in his appreciation of poverty and feeling guilty concerning what he deemed to be his riches (a record collection and a private library): happy trails kids.*
Droga Pani Anno,
przepraszam za popszedni email, mianowicie że był on bez poważnej formy i tematyki, taki po prostu skrutem. Lecz przez osiem lat nie-ustannego pisania, pisząc do osoby w pozycji umożliwienia publikacji wkroczyła we mnie trema opisywania rzeczywitości - tzn. kiedy widze śledząc pisanie innych poetow na internecie - i tą marude znaną jako rozczarowanie jeżeli chodzi o szanse publikacji, nie tylko jednego wiersza w magazynie poetickim, a o całej książce własnych wierszy to już ża dużo można powiedziec o aborcji dalszych i utrzymanych ambicji. Myśle wiec ze 100 egzemplarzy nie jest asz tak nie realistyczne, wiem że poezja snuci swą muzyke dla nie wielu czytelkników, określone najlepiej dwoma obserwaciami: w angielskich gazetach można spotkać recenzje książek na wiele tematów (autobiografie najczęsciej), lecz o poezji praktycznie nic, oraz fakt że nie dawno tylko jedna książka poezji osiągneła sprzedaż ~10,000 egzemplarzy w Angli - a mówie że 100 nie jest nie realistyczne poniewarz na jednej stronie (hellopoetry.com) mam około 40 zawziętych czytaczy - 936 wierszy i wszytkie przeczytane przez tą skromną kadre - a na facebook.com mam 178 znajomych których poznałem czy to na uniwersytecie czy też w szkole. Tak, a więc 100 egzemplarzy.
Mateusz Conrad E.
Mar 17, 2016
Mar 17, 2016 at 12:51 PM UTC
i o nim iskrą w rrdze,
w gre na tło innych
narodziń -
i nim o iskre:
krzemień o krzemień -
i kość o kość - nauka kaligrafii...
jak i ten co o męke
łuku ziemi w dary
oddać pierw chciał nic, a potem proch -
o potem kichnąć
w sto braci leczy naród prośbą! też jak ja,
obudzić ozór! **** powiadomił...
niechaj ten ozór - horongiew nasza -
akcentów ilości sie zajada,
bo tyle umie -
i tyle wyzna - jak i słowem sie
zachwyci: po rosaj i po germańsku -
na weekend - i tym tam,
na czeł Mongoła: zapomnień, i
zapomniawszy: zwany Lach, hujem
przez sukiennice i kreski sławnych tabu
ilokroci -
i ta bida... stokroci.
siała baba mak... ni widziała jak...
chlop... chlop... chlop...
siała baba mak, ni widiała jak...
bo tu kurvasiet chłop! chłop!
kak duszy Khrushchev? ni pomogje!
naz gu!
niet harasho! niet! haraшo?
Las Vegas etя: Lon-don, Pa-ri-ri Piri Piri
Mex hey ** i co. - etc.
******* ****** Bahamas **** cult яя.
Sep 21, 2016
Sep 21, 2016 at 12:04 AM UTC
ja, tu sięgne ręka w ziemie,
i nadam jej, nowe imie -
nad tym!
co jest zwane anglja!
ja tu zerkne swym ozorem
w wietrze, i powiem:
tak ma być, a nie
inaczej!
bo o pozorach narodu
swoistego:
jak sam nie masz pozoru do żądu...
i tzn. do swego is swego
samego...
kto cie ma, na sumieniu,
i tym bardziej
da szanse by dać
wykład o godu (honorze)?
prosze cie... pogrzeb swe "morale"...
ta niby zwana "etyka" zachodu?
nie tu... nie teraz;
i biorądz pod uwage to "teraz"?
już raz to było sławne...
w komnatach gétam, gétam,
sprecham tam... ale nie tam
gdzie sprechać tam sie sprechać
sie tam mam... no... "tam",
i.e. japanese in japan, rather than
english.
ale po tym "ostatnim" razie...
nigdy! spycham!
w grób historii i zapomnienia!
bo, nie, będe, kurwa, mać, pouczany,
przez, jakiegoś, angielskiego,
fagasa!
o.... pats... darwin nie mógł schować małpé...
a... kto mi powie co fagas znacy?
zna, ktoś?
May 26, 2017
May 26, 2017 at 8:45 PM UTC
gówno przez ciebie mówi.
a polish idiom, (ó? goo goovno'h
je sui... przé... ch'eh bede ban bede
moo movie)
it means:
shit's talking through you -
true,
but then again, you tend
to write more, anticipating
a **** plop into a basin
of sewer water...
thankfully, being a man,
i can imagine giving birth,
esp. if it's large, dry,
and in need of clenching
buttock encouragement;
always, always worse than an itch.
Sep 11, 2017
Sep 11, 2017 at 7:06 AM UTC